wtorek, 24 stycznia 2012
Myśli irlandzkie
ŚWIĘTA TRÓJCA: BÓG OJCIEC, SYN I DUCH ŚWIĘTY PRAWDZIWIE ŚWIĘTA TRÓJCA: RODZICE I DZIECKO
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
To mnie irytuje
Tak się zastanawiam co jest bardziej wbrew naukom kościoła jeśli w ogóle jest?
Msza żałobna przy urnie z prochami czy ślub udzielany np. pod wodą i bicie przy tym rekordu Guinnessa. Jedno i drugie wymaga powagi kościoła.
„Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Małżeństwo przez was zawarte, ja powagą kościoła potwierdzam….” Chyba tak właśnie mówi ksiądz? A czy pismo nie mówi „z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”? Dorabianie ideologii, że cześć oddajemy ciału zmarłego a nie jego prochom ma tyle samo sensu co powaga kościoła pod wodą lub w czasie lotu księdza na spadochronie i wpis do księgi rekordów. Nie żebym coś miała przeciw ślubom w niekonwencjonalnych miejscach. Bo nie mam. Ale mam przeciw kombinowaniu przy pogrzebach nie wiadomo po co. A skoro nie wiadomo o co chodzi m, to chodzi niewątpliwie o pieniądze.
piątek, 19 sierpnia 2011
Dziadowski kraj
Przeczytałam niepotrzebnie Nic mnie tak nie wkurza w tym dziadowskim państwie, które nam się reklamuje jako "wielki historyczny sukces" , niż (…). A mnie panie Ziemkiewicz irytuje (nie wkurza, chociaż blogowanie jest zdecydowanie lżejszą formą pisarską niż felieton i takie słownictwo na blogu nie razi) fakt, że moje państwo, państwo którego obywatelką jestem nazywa pan dziadowskim. Skoro swoje państwo uważa pan za dziadowskie to i jego obywateli pewnie też. Każdy sądzi podług siebie panie Ziemkiewicz. Fachowiec jak polityk
Wczoraj robiłam porządki takie bardziej filozoficzno - psychologiczne starając się poukładać swoje relacje i odczucia wobec znajomych. Wczoraj też przyszli oczekiwani fachowcy budząc moje obawy na wielkie przyziemne sprzątanie. Przyziemne dosłownie bo na poziomie piwnicy. Była taka audycja radiowa gdzie Friedmann chyba z Fofta śpiewali: Przez cały kraj idziemy dwaj czy słońce czy śnieżek czy słota! Niezbędna jest, czy chce ktoś, czy nie, w pionie usług fachowa robota. No tak czasami jest, że bez fachowca ani rusz. Piosenka przypomniała mi się nie bez powodu, bo fachowcy do mnie szli. Być może własnie pzrez cały kraj szli, bo zanim doszło do ich przyjścia trochę wody w Wiśle upłynęło. Okazuje się, że fachowiec ma sobie coś z polityka (w drugą stronę nie zawsze to działa, bo polityk z fachowca raczej nic nie miewa). To coś co fachowca łączy z politykiem to to, że fachowiec tak samo jk polityk: jak mówi, że przyjdzie to mówi. Pierwszy fachowiec umówił się i nie przyszedł i milczy do dziś. A to był naprawdę dobry fachowiec, taki którego ze spokojem polecałam różnym znajomym. Widocznie za często był polecany. Drugi umówił się i odwołał nie precyzując kolejnego terminu. Już miałam powiedzieć, że prawdziwych fachowców już nie ma, ale trzeci umówił się i przyszedł. Przez parę chwil nie wiedziałam dlaczego tak bardzo chciałam żeby fachowiec odwiedził nasz dom, bo taki sajgon zrobił, że spod gruzów nie widać było efektów jego pracy. Tylko zniszczenie. Ale jakież było moje zdziwienie gdy po zakończonej pracy pozbierał cały bałagan, pozamiatał tak, że dla mnie zostało niewiele do sprzątania. Przy wstępnym szacowaniu kosztów nie uwzględnił komplikacji i utrudnień, które pojawiły się w czasie pracy, spodziewałam się więc, że fachowiec podwyższy swoją stawkę. Jak to fachowiec, który się ceni. Nie podwyższył, mówiąc przy tym, że umowa to umowa, a takie komplikacje muszą być wliczone w ryzyko zawodowe. Pożegnał się polecając swoje usługi na przyszłość. I to wszystko wydarzyło się w kraju nad Wisłą, z którego na szczęście nie wszyscy prawdziwi fachowcy wyjechali hen daleko. Ale mając w pamięci pierwszego fachowca, czy tego powinnam polecać znajomym czy taki skarb starac się zachować dla siebie?
piątek, 12 sierpnia 2011
Odczarowywanie
Nie jestem przesądna. Ale 13 nie była moja ulubioną liczbą. Podobnie jak czarne koty przebiegające mi drogę. Zakonnice i baby z pustymi wiadrami nie robiły na mnie wrażenia. Może z tego powodu, że tych pierwszych było bardzo dużo wokół mnie z powodu bliskości klasztoru. Przywykłam. A tych drugich nie widywałam gdyż jakoś nie przyjęło się żeby baby w mieście nagminnie wiadra nosiły. Puste do tego. Ale 13 i czarny kot wymagały odczarowania. Dziewczęciem będąc znalazłam na nie sposób. Czarnego kota pokonałam nucąc „ Gdy ci kot przebiegnie drogę nie mów, że to pech. Kot ci szczęście przynieść może jeśli tylko chcesz.” Chciałam to przynosił. W każdym razie pecha nie przynosił. Na 13 wystarczyło zanucić piosenkę Kasi Sobczyk „Trzynastego” i po strachu. Trzynastego wszystko zdarzyć się może. Trzynastego świat w różowym kolorze. Trzynastego nie smucą mnie łzy. Trzynastego piękniejsze mam sny. I w ten oto sposób trzynasty stał mi się przyjaznym dniem. Ale. No bo zawsze musi być jakieś ale. Dzień przed i dzień po, potrafią godnie zastąpić trzynastkę. No chociażby dziś. Wstałam rano, rześko, radośnie, no bo to w perspektywie trzy wolne dni. Jakoś tak szybko i zgrabnie przygotowałam się do wyjścia do pracy. Odstawiałam na stół szklankę pełną mleka i ostatniej chwili postanowiłam sprawdzić czy uda się postawić ją w powietrzu. Zgodnie z prawami fizyki – nie dało się. Mleko na podłodze natychmiast utworzyło artystyczną wizję drogi mlecznej, z drobinkami szkła zamiast gwiazd. Psy równie szybko zwietrzyły mleko. Kwartet: mleko, rozbite szkło i dwa psy nie jest najlepszym zestawieniem. Zlikwidowałam mleko i rozbite szkło. Psy zostały. Jeszcze tylko błyskawiczna zmiana spodni unurzanych w mlecznej drodze i bieg na przystanek. Na tymże zorientowałam się, że mam okulary pochlapane mlekiem. Zdjęłam je żeby wyczyścić. Bez, ślepa jestem jak kret. Podjechał autobus tyle, że nie widziałam jaki ale zauważyłam, że wsiada do niego pani, która zawsze rano jeździ razem ze mną. Wsiadłam i ja. Jakież było moje zdziwienie gdy miejski środek lokomocji skręcił w prawo zamiast w lewo i zaczął mnie wieźć w nieznane. Ahoj przygodo, przygodo ahoj – pomyślałam sobie. Pomyślałam też, że przynajmniej z głodu nie zejdę bo śniadanie mam w tor …. Nie, nie, nie w tor…bie tylko na stole, w kuchni. W końcu przecież dziś dwunasty dzień miesiąca jest. Czyż nie? Wysiadłam na najbliższym przystanku. Dotarłam do fabryki. Czy ktoś zna jakąś piosenkę nadająca się na odczarowanie dwunastego i czternastego dnia miesiąca?
piątek, 05 sierpnia 2011
poniedziałek, 18 lipca 2011
poniedziałek, 06 czerwca 2011
Strach nieoswojony
Takie ekstremalne przeżycia, w których teraz tkwię w samym ich centrum, pokazują co naprawdę jest ważne, co ma znaczenie, o co warto walczyć i dokąd zmierzać. Pokazują też nieubłaganie jak strasznie marnujemy czas. Marnujemy go na nieustanne zabieganie o coś mało ważnego, na bieg na oślep do mety, która wcale nie była nigdy naszym wymarzonym celem. Triuzm - "czasu nie da się cofnąć" - teraz dociera do mojej świadomości tak bardzo boleśnie. Ale też dochodzi do głosu świadomość, że każda chwila jest dobra żeby to wszystko zmienić. Chcę wierzyć, że będzie happy end i jeszcze dużo, dużo czasu, którego już nie będziemy marnować.
środa, 01 czerwca 2011
1 czerwca
DZIEŃ DZIECKA Jak długo jestesmy dziećmi? Gdzie jest granica? 18 urodziny? czy wtedy doroślejemy? Czy może wtedy gdy zakładamy własną rodzinę? A może gdy sami mamy dzieci? A może dziećmi jesteśmy tak długo jak długo żyją nasi rodzice? A jeśli rodzice nie pozwalają być dziećmi nawet gdy ma się kilka/kilkanaście lat? No więc czyj dzień jest dziś?
czwartek, 26 maja 2011
Epitafium
No i dobrze. W myśl zasady wypada czy nie wypada odłożyłam wszelkie urazy na bok. W obliczu nieodwracalnego, słuchając fugi Bacha i patrząc na urnę z prochami wypomniałam teściowi wszystko to, o co mialam do niego żal. W tym czasie ktoś inny może się modlił. Może nawet i nie ( bo pogrzeb był świecki a ludzi była gasterczka). Powiedziałam mu też bez zbędnej, fałszywej skromności co stracił odcinając się od nas. Ten czas był mi potrzebny. Wszystkie moje negatywne odczucia zostały pogrzebane. Nie zamierzam teraz pielęgnować moich złych wspomnień o teściu, pretensji i urazów. Nie żebym zapomniała bo jestem tak skonstruowana, że nie umiem zapomnieć, szczególnie gdy ktoś zranił moje dzieci. No cóż, tak mam i to się już nie zmieni. Chyba, że zapomnienie przyniesie ze sobą pan Alzheimer, czego sobie i innym nie życzę. Ale umiem milczeć na ten i inne tematy. Więc niegodziwości mojego teścia od tej chwili pokrywać się będą kurzem. Szkoda tylko, że nie ma dobrych wspomnień. Syn nie ma, wnuczki nie mają, córka też nie, nawet rodzona siostra nie. I to jest przykre. Szczególnie dlatego, że już się nie zmieni. No cóż nie od dziś mówi się, że człowiek umiera gdy umiera pamięć o nim. Ale niektórzy ludzie umierają zanim jeszcze zgaśnie pierwszy zapalony na ich grobie znicz. Przemijanie, śmierć są od nas niezależne. Nie mamy na tym polu decydującego głosu. Więcej, w ogóle nie mamy nic do powiedzenia. Ale na to jakie po sobie zostawimy wspomnienia zdecydowanie możemy wpływać. To my decydujemy. To zależy głównie od nas. Przykre gdy przez lata nie umiemy tego wykorzystać. Ale z drugiej strony czy to nie jest bardziej humanitarne wobec tych co zostają na tym ziemskim łez padole, odejść nie pozostawiając po sobie żalu, pustki, uczucia wielkiej straty? Głupie pytanie. Moje epitafium dla teścia: O zmarłych mówi się dobrze albo wcale. Od tej pory milczę. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytam, oglądam
Język ojczysty
Ludzie listy piszą
Muzeum PRL
Odgłosy wyspy
PO TAMTEJ STRONIE MYŚLI czyli wyspa tańczącej z kluczykiem
Śmietanga
Wyprawy poza wyspę
Wyspa zatopiona
Zaglądam
|